Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 040 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Gwiazda od urodzenia - fotostory cz. I

sobota, 13 sierpnia 2011 9:25

O tym, że Princessa Wielką Gwiazdą jest - pisałam już poprzednio. To udowodnione naocznie... Ja oczywiście nigdy w to niewątpiłam, ale wiadomo, że dla każdej matki jej dziecko jest zjawiskiem niewiarygodnym. Dowody oczywiście są i poniżej je przedstawiam :)

 

Fotostory, czyli jak zostałam gwiazdą :)


Zadatki na gwiazdę miałam już na samym początku swojego bujnego życia.

Pozowanie ćwiczyłam od pierwszych chwil ;)


 

 

Gwiazdą być w świetle fleszy - męczące. Czasami trzeba być ingognito ;)


 

Sesje zdjęciowe nawet z Princessy zrobią Królika ;)


 

... albo Hinduskę ;)


 

Bo twardym trzeba być, nie miętkim... Czaisz te tygrysie ruchy?


 

Mogę dać Ci trochę funky, które w sobie mam ;)


 

Kiedy patrzę tak na ciebie jesteś fajna...

... Dla mnie masz stajla :)


 

Majówka, na spokojnie a reporterzy i tak skubani wyczają...


 

c.d.n...

 

PS. Nie zapominajcie o klikaniu na nasze reklamy po lewej stronie ;D


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Do głowy nie zawsze olej wlewają...

środa, 13 stycznia 2010 15:40
Pobyt w tym przybytku trochę się przedłużał. Princessę zaczynała ta sytuacja trochę wkurzać, czasem nudzić. Od Mamusi nasłuchała się jaki to świat piękny, jakie to cuda się na nim dzieją. Fun i Rock'n'Roll normalnie. A tu ciągle to samo i to samo. Nie wspominając już o ciągłym kłuciu. Była już na tyle duża, że zrozumiała, iż nie jest w SPA&WELNESS, a te obrzydliwe igły to nie akupunktura. Docierało do niej, że być może coś się w jej główce dzieje, ale Mamusia uspokajała, że to tylko podejrzenia, więc nie ma co się martwić. "No świetnie, widzę, że służba zdrowia perfekcyjna. Każdego tak sprawdzają?" - Princessa tego dnia wyjątkowo nie była w nastroju, więc sarkazm można uznać za całkiem zrozumiały.

Mleko niedobre, temperatura w sali za wysoka, światło za intensywne, pielucha jakaś taka mokra... "Aha, no tak, sorki, to ja" - Princessa się trochę zagalopowała, ale winy za robienie w portki raczej na kogoś innego zwalić się nie da - "Ale to twoja wina Mamusiu, bo dajesz mi ciągle jakieś płyny, więc sikam, co nie?" - jak widać jednak się da...
Na znak prostestu i buntu przeciw "każdemu i wszystkiemu" Princessa postanowiła zastrajkować. I to nie jakiś strajk ostrzegawczy, pogotowie strajkowe... Jak walić to z grubej rury, a najlepiej z dwururki. Najbardziej odpowiedni wydał jej się STRAJK GŁODOWY... Jako że nie znalazła nigdzie steropianu i flanelowej koszuli, miejscem głodówki został cieplutki śpiworek. "No a co? Jak już głodować, to chociaż w jakiś porządnych warunkach" - w końcu o wygodę trzeba dbać, zgodziła się sama ze sobą. "No, to cię wezmę sposobem. Albo stąd wyjdziemy, albo nie wezmę do usta ani kropli mleka" - zabrzmiało groźnie - "Ani kropelki i już. I co ty na to?". Nie usłyszawszy odpowiedzi, czując się zignorowana, Princessa strzeliła focha i zaczęło się...

1 minuta strajku - Princessa trzyma się dzielnie - Pikuś.
5 minuta strajku - Princessa zadowolona, że tak jej dobrze idzie robi minki, które mylnie odbierane są przez Mamusię jako wyraz zadowolenia, miast ironicznego wyrazu twarzy.
10 minuta strajku - tra la la la - nudno...
20 minuta strajku - Princessa powoli wie jak czuje się bohater reklamy Danio, co to metodą na głoda jest, ale jest twarda.
25 minuta strajku - Danio już chyba nie pomoże.
26 minuta strajku - Mamo jeść!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Najedzona Princessa, bez nawet odrobiny wyrzutów sumienia, poczuła się usatysfakcjonowana. "No co, 30 minut na takie małe bobo to chyba wystarczy." - Princessa uznała, że taka wersja jest najlepsze i będzie się jej trzymać - "Poza tym doszłyśmy z Mamusią do porozumienia, że to był jednak strajk ostrzegawczy". Burczenie zniknęło, błogo, przytulaśnie... Princessa zapadła jak zwykle w sen najpiękniejszy bo niemowlęcy.

Nie pospała jednak długo, Obudziły ją szumy i płacz. Rozejrzała się... Wkoło Mamusi Niebieski Pan i Niebieska Pani. A Mamusia jakoś tak niespecjalnie wyglądała. Chyba płakała. "No jak ktoś zdenerwował Mamusię to z karata dostanie" - no bo przecież o Mamusię trzeba dbać - "Bęcki spuszczę, kumpla Tadka z sali obok naślę i tyle". Widziała tylko, że odłączyli Mamusię od jakiś kabelków. Biały Pan powiedział, że jest w miarę dobrze, że to nic takiego, że EKG nie pokazuje żadnych niepokojących objawów. Princessa nie za bardzo wiedziała co to jest to EKG, ale jak będzie dobrze, to się nie ma co martwić. Mamusia wzięła ją na ręce, przytuliła...
- Nie będzie tak różowo Księżniczko - powiedziała - jesteś troszkę chora.
Ale Princessa nie wiedziała jeszcze co to znaczy. "Skoro tylko troszkę, to nie może być źle" - pomyślała - "Nie martw się Mamusiu, damy radę". I zasnęła znowu błogo uśmiechnięta.

Kilka dni później zapakowali ją do jakiegoś wozu w szklanym pudełku. "Nawet świata nie pooglądałam" - obruszyła się, jak zamknęli drzwi - "Jak już mnie wreszcie z tego dusznego pokoju wyciągnęliście, to zabierzcie chociaż na lody". Gdzieś dojechali, wyciągnęli, z daleka Mamusia z Tatusiem pomachali. "Hmmm... pewnie uroczysta kolacja, a mnie do sklepu zabierają, ciucha jakiegoś wypadałoby kupić". Ale to jej jakoś na salon Ewy Minge nie wyglądało. Za to dużo zielonych ludków. "Hmmmm.... a jednak nie jesteśmy sami we wszechświecie" - zachwycona obecnością prawdopodobnie Marsjan (jak jej się wydawało) Princessa prawie nie poczuła ukłucia. Zrobiło jej się sennie, śpiąco, miło. Jakiś zielony Ufiak powiedział tylko - Naprawimy ci główkę Księżniczko.
"Ok, Zielony" - wymruczała trochę przez sen - "ale żadnej korekty nosa, bo jestem z niego całkiem zadowolona. No może dolejcie odrobinę oleju do tej łepetynki".... Reszta już zaszła mgłą - fajnie...

I naprawili... Princessa po przebudzeniu poczuła tylko ból głowy. "Imprezka jakaś była? Szampana za dużo? Ała..." - ale powoli wracała świadomość. "Aha, naprawiali mnie... Oleju dolali... Hmmm... Ale jakoś mądrzejsza się nie czuję. Ale olej przeterminowany, albo działa z opóźnieniem".... I zasnęła znowu.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Hmmm.... a Pan to kto i do kogo?

niedziela, 13 grudnia 2009 22:34
Princessa powoli oswajała się z nowym światem. Nawet fajnie jej się żyło. Metraż większy, gorąco, lato w pełni, luz i malina. I ta Mamusia (teraz już widziała jak się nazywa Babsztyl) to wcale taka zła nie jest. I nakarmi, przebierze, utuli. Czuła, że to ktoś bardzo bliski... Musiała jeszcze dokładnie przemyśleć co to tak naprawdę jest, co czuje do niej... "Jeszcze mam czas." - pomyślała - "Teraz muszę zacząć zwiedzać ten ogromniasty świat". Bo wiedziała, że to, co już zobaczyła to kropla w morzu. Czasem, jak Mamusia ją nosiła na rękach widziała, że jest taka dziura w ścianie i tam widać taaaaakie dziwne rzeczy... I tyle kolorów, raz jasno, raz ciemno, raz świeci, raz woda kapie... Ciekawe...

"A gdyby tak już się zawinąć z tego hotelu, mamuśka? Co? Nudno tutaj. W świat byśmy ruszyły. Wakacje, ciepłe kraje, morze, wyspy, palmy..." - próbowała przekonać Mamusię. - "No bo tak tu siedzimy i siedzimy... Po co?". No właśnie, inne takie podobne, łyse i wrzeszczące razem ze swoimi Mamusiami wychodziły. Mówiły, że do domu. Co to takiego DOM? "A my ciągle tutaj, nudyyyyy".

Komputera nie ma, telewizora też nie. O DVD można pomarzyć... Maile nie przejrzane, nie odpisywała już hohoho, pewnie skrzynka zapchana. I tylko co rano zabierali ją i badali, obserwowali, przenosili, podpinali do dziwnych urządzeń, przyczepiali śmieszne rzeczy do ciałka. Zimne i takie metalowe. Ale najbardziej nie lubiła kłucia. Gdyby miała jakieś spodnie, to na pewno nóż by się w kieszeniu otwierał. A tak, to tylko mógł się jedynie pampers w śpiochach rozpiąć. O znowu przyszli...

"Ja przepraszam" - zaczęła już na początku - "ale ja stanowczo chciałabym zaprotestować przeciwko kłuciu mnie kilka razy dziennie, bo to wcale przyjemne nie jest". Komuny już nie było, więc pewnie książki skarg i zażaleń też nie ma. "To ja poproszę o rozmowę z waszym szefem. To skandal jak się w tym hotelu traktuje gości". Brak odpowiedzi zdenerwował Princessę. A jak wiadomo zła Princessa od razu purpurowiała, przechodziła na ton wysoki i bardzo nieprzyjemny dla ucha. Usłyszała, że podobno tak trzeba, że "już, już, za chwilkę koniec...". Ufff skończyło się, ale cały czas czuła igłę w ręce. "Hej zapomnieliście chyba czegoś! To skandal zostawiać jakieś ustrojstwo w ciele człowieka!!!". No, ale jakoś nikt nie reagował i nie zamierzał tego czegoś usunąś. "Co to jest za hotel?" - Princessa zastanawiała się nad sensem pobytu w tym wątpliwym przybytku luksusu. - "Na pewno nie zapłacimy rachunku!".

Kiedy dotarła do pokoju, oprócz Mamusi siedział jeszcze ktoś. "Przepraszam, a Pan do kogo?" - pytanie było oczywiste, ale nikt tutaj zdziwiniony nie był, że nagle jakiś obcy człowiek, pełci męskiej na dodatek, ot tak sobie siedzi. A do tego Princessa zauważyła, że najwyraźniej ten Ktoś spoufala się z jej Mamusią. "Ej Ty, Koleś, weź se znajdź własną Mamusię. Ty myślisz, że to ot tak pstryk i masz Mamusię?" - Princessa poczuła, że grunt pod nogami się niebezpiecznie chwieje... Bo przecież był to stan zagrożenia. A Princessa zagrożona walczy jak lwica.

I już w głowie zaczęła układać plan "Akcji Mamusia, przy jednoczesnym usunięciu Ktosia z bezpośredniego pola zasięgu". Plan zakładał fazę I - negocjacje, czyli pokojowe rozwiązanie kwestii prawa własności do Mamusi. W przypadku klęski fazy numer I - przejście do fazy II - atak siłowy, czyli odbicie Mamusi z udziałem brygady antyterrorystycznej. Ale nagle ten Ktoś wziął ją na ręce. "Ej, koleś, no co ty?!" - nie na żarty przestraszona Princessa krzyknęła najgłośniej jak mogła. "A więc to tak, to nie chodzi o Mamusię, tylko o mnie! Porwanie dla okupu! Po moim trupie. Mamuśka, ja mu wskoczę z nienacka na plecy a ty go ogłuszaj!"

Ale Mamusia stała spokojnie, jakby zagrożenia nie było. A ten Ktoś też jakby groźny nie był... A nawet jakby zyskiwał przy trzecim i czwartym spojrzeniu. I tak patrzył... Hmmm... Jakby cały świat chciał jej dać. "Ty, nawet fajny gość z Ciebie, ale ktoś ty?".
- Witaj Princesso - odezwał się Ktoś - Hej, to ja, Tatuś...
"Tatuś? Hmmm.... Tatuś... Też fajnie. Brzmi tak samo miło jak Mamusia, więc chyba go polubię" - Princessa uspokojona jak zwykle poczuła się zmęczona. - "Fajny, no i przede wszystkim zna się na ludziach. Bo co jak co, ale Princessa ze mnie jest, bez dwóch zdań..."
... i zasnęła...





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Babsztyl...

poniedziałek, 07 grudnia 2009 23:15
Princessa otworzyła oczy... Tak, jakiś inny pokój. "Świat jest jednak wielki" - pomyślała - "na skuterze można spokojnie się ścigać. No, może jeszcze za wcześnie na takie zachcianki, ale pomarzyć zawsze można". Szybko ogarnęła niebieskimi oczętami co się na około dzieje... Pani Kierownik zamieszania jest. Jakoś dziwnie spokojnie się czuła przy tej... hmmm... No własnie, jak ją nazwać? "Trzeba będzie pomyśleć jak się do tej paniusi zwracać, bo coś się zanosi, że tak prędko się od niej nie uwolnię". Czekała, aż nieznajoma (no może troszkę już zaznajomiona) się przedstawi. "No bo przecież wypadałoby. Hej, ty, słyszysz? A jak ty się nazywasz?" - lekko poddenerwowana brakiem wychowania i grubiaństwem owego babsztyla, Princessa pozwoliła sobie na podniesienie głosu - "Do jasnej anielki i wszystkich gąsek balbinek, czy ty wogóle umiesz mówić?!".

Owy babsztyl jakby coś zaczął kumać. Widać pomieszanie zmysłów i poplątanie nerwów zaczęło mijać, bo jakoś tak zaczęła zachowywać się jakby racjonalniej.
- A teraz przebierzemy ci pieluszkę, tak, tak, tiu tiu (no widać jeszcze troszkę w szoku była, bo tiutiuwanie jeszcze co jakiś czas się wymsnęło) - jak powiedziała tak zamierzała zrobić...
"O hola paniusiu, to ja nawet nie wiem jak ci w metryce wpisali, a ty tu, za przeproszeniem, gacie mi chcesz ściągać? - oburzenie Princessy sięgnęło zenitu - "Wypraszam sobie obnażanie mnie... W tej chwili przestań, bo ugryzę!" - teraz to już darła się w niebogłosy. "No może nie ugryzę, ale na pewno ugryzłabym, gdybym miała czym!!!"

- No i już po krzyku, po co tak płakać? - babsztyl, lekceważąc stan wpienionej do czerwoności Princessy, zrobił jak powiedział i na nic były obelgi, które rzucała jak szewc. Przez grzeczność ich tutaj nie zacytuję. - A teraz kochanie ("Ja ci da zaraz kochanie ty wredna babo, do sądu podam za znieważenie osoby  mojej przez roznegliżowanie mnie w sposób bestialski!!!" - czerwona jak cegła Princessa dalej wyrażała swoje oburzenie), a teraz kochanie zjemy coś, dobrze?
Propozycja babsztyla wydała się głodnej jak wilk Princessie całkiem zdroworozsądkowa. "Tylko nie myśl, że zapomnę co się tu przed chwilką wydarzyło" - załagodzona troszkę, ale nie dająca za wygraną, mamrotała pod nosem - "Tylko mi tu porządnie dać jeść, to się może zastanowię nad złagodzeniem kary".

Princessa, przyssawszy się do dziwnego urządzenia, które jak się później dowiedziała, butelką się zwie, znowu poczuła senność. Łagodne kołysanie dodatkowo powodowało, że malutkie oczka stawały się coraz cięższe. "Hmmm.... a może ten babsztyl wcale nie jest taki zły? - pomyślała na wpół śpiąc - "To chyba jakaś taka room service z tego wielkiego świata. Jeść da, przebierze, umyje... Już wiem, jestem bogata jak ja pierdziu. Tak!!! A to jest moja pokojówka zdaje się. Ok, maleńka, to ja się teraz zdrzemnę, a ty potem przygotuj moją furę, pojedziemy na miasto. No bo chyba mam jakiś wypasiony samochód?"

Jeszcze jakby za mgłą dotarła do niej melodia... Ładna nawet, przynajmniej tak jej się wydawało. "Hej, ona ma całkiem przyjemny głos..." - pomyślała będąc już prawie w objęciach Morfeusza.

Usłyszała jeszcze tylko:
- Mamusia bardzo cię kocha, serduszko...
"Mamusia... A więc tak się nazywasz..." - Princessa odpływała - "Mamusia" - powtórzyła w myślach jeszcze raz. Poczuła się tak jakoś bezpiecznie... Zasnęła, uśmiechając się słodko.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Piękne dobrego początki...

sobota, 05 grudnia 2009 0:28
Po dziewięciu miesiącach przebywania w bliżej nieokreślonym miejscu, które na dodatek z tygodnia na tydzień robiło się coraz mniejsze (a może to ona robiła się jakaś taka bardziej), Princessa postanowiła poszukać lokum, które bardziej będzie jej odpowiadać metrażowo. Nie żeby M1, które dotychczas zajmowała, było złe. Całkiem przyjemnie, cieplutko, miło... Ale wrodzona (no może przedwrodzona) ciekawość kazała jej sprawdzić, co też poza tym jej lokum się znajduje. Tym bardziej, że człowiek czasem nogi rozprostować musi. A tu co rusz jakieś żebro, kiszka, wątroba. No i jakby mokro za bardzo, a wilgoci Princessa nie lubiła.
"Mały grzybek na ścianie to jeszcze zrozumiem, ale czy ja Tytanic jakiś, żeby przeżywać pełne zanurzenie?" - pomyślała i zaraz potem postanowiła: "Wynoszę się. No cóż, kiedyś przecież każde piskle z gniazda wyfrunie".

Był 21 czerwca 2006 roku. W małej główce ułożyłą już sobie plan:
1. Zamówić przez Internet newslettera z ogłoszeniami. Przefiltrować wyszukiwanie z uwzględnieniem ofert przynajmniej M3 z kuchnią, balkonem i salonem z kominkiem. Aha koniecznie widna łazienka.
2. Sprawdzić możliwości finansowe i zdolność kredytową, no chyba że właścicielka brzucha zgodzi się na kolosalne kieszonkowe.
3. Zlecić sekretarce umówienie spotkań po wybraniu trzech najciekawszych ofert.
4. Zobaczyć, pogrymasić, ponegocjować, odegrać niewinną istotkę (zwykle działa, szczególnie śliczny bezzębny uśmiech i oczka a`la "agugugu ty mój śliczny ty".
5. Podpisać umowę, spakować graty i fru, żegnaj ciasna kawalerko dla wyjątkowo maluczkich i posiadających minimum rzeczy własnych ruchomych, najlepiej zero.
Postanowiła zająć się tym po weekendzie, bo podobno poniedziałek to najlepsza pora na zaczynanie wszystkiego od nowa.

Ponieważ wcześniej wspomniane lokum nie posiadało nawet okna, nawet malutkiego i tyciutkiego lufcika, Princessa często nie wiedziała, czy jest noc, czy dzień. Dni odliczała jedynie kontrolując spożywanie posiłków przez właścicielkę M1 oraz po tym, czy znajdowała się akurat w pozycji pionowej, czy poziomej. No ostanio nawet pionowej inaczej, bo sie chyba coś z grawitacją potentego, bo co rusz lądowała głową w dół, A to średnia przyjemność tak se dyndać. No więc jeśli nareszcie miała ten komfort bujania poziomego dłużej niż trwa jeden odcinek "Mody na sukces" - znaczy noc. 

Princessa pospała, intuicyjnie wyczuła, że już jest dzień następny, zamierzała ułożyć sobie jak co dzień listę "tudusów", ale coś było nie tak. Normalnie powinna już pionizować, a tu nadal poziomo, za poziomo. Mijały chyba godziny, bo kto to tam wie, czas rzecz względna, a tu nic. Nie chodzimy, nie poruszamy, nie dreptamy - hmmm... Aż tu nagle szybki pion, tup, tup, tup, nagły poziom, chwil kilka i jak ją nie oślepi... Drzwi lokum się otworzyły... "Przecież to jeszcze nie jest czas, ja jeszcze nie znalazłam nic, żeby się przeprowadzić, hola, hola Panie Dzieju..." Princessa darła się jak ją na siłę wyciągali z ciepłego gniazdka. "Stanowczo żądam nakazu eksmisji!!!"

Nic z tego, normalnie CBA, CBŚ i tysiąc S.W.A.Towców. Akcja przeprowadzona perfekcyjnie - zasadzka, włam, wzięcie jeńca przez zaskoczenie. No, no... Zaraz potem zobaczyła, jak niosą ją do jakiejś śmiesznej baby, która, jakby po kilku głębszych zęby szczerzyła jak głupi do sera. "No może tutaj przynajmniej czegoś się dowiem" - przybierając minę groźną i nasiąkniętą frustracją petenta w urzędzie, Princessa wyrzuciła z siebie groźne: "No, paniusiu, to ty jesteś kierownikiem tego zamieszania?"... Nie uzyskała jednak odpowiedzi, żadnych wyjaśnień, bo natychmiast przeniesiono ją do innej sali. "Przynajmniej mają tu więcej miejsca" - to jedyne co zauważyła. Tam ją jak nie hlusną wodą, jak nie zaczą ważyć, mierzyć, wciskać coś do nosa, gardła, odciągać, odssysać... "No nieżle, lifting i liposukcja za darmochę, taka imprezka". Coś tam zapisują, coś notują, numerki, Agpary... Princessa miała nadzieję, że ów Agpar to nie jakiś szef mafii, a ona nie została przez przypadek wciągnięta w aferę narkotykową. "A nie mówiłam, nie trzeba było tyle czatować na messengerze. Pewnie to ten Rysiek234, tak, ten coś taki poderzany był. I zostało moje IP w jego kompie..."

Całkiem, tak na wszelki wypadek, Princessa poprosiła o przysługujący jej telefon i adwokata z urzędu. Prośba chyba została zaakceptowana, bo po jakimś czasie zaprowadzono ją (a raczej wniesiono) do kolejnego pomieszczenia. Tam dziwnym trafem zobaczyła znowu tę, co tu chyba kierownikiem jest... "No, Pani Kierownik, to o co chodzi, dowiem się wreszcie?" Ale Pani Kierownik dostała chyba pomieszania zmysłów, bo zamiast logicznie wytłumaczyć nagłe i bestialskie wyrwanie Princessy z jej cieplutkiego (choć cholernie ciasnego) pokoiku, jak na dragach jakiś mówiła tylko: "A titititit, a gugugugugu, a tilililili, a bububububuub dziubasku".

A ponieważ Princessa poczuła się nagle strasznie zmęczona tym całym nagłym splotem wydarzeń, postanowiła dać Pani Kierownik czas na dojście do siebie i osiągnięcie stanu poczytalności i zapadła w długą drzemkę... Się odpocznie, się poczeka, się wyjaśni...




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 772 569  

Lubię to

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Galerie

O moim bloogu

1 na 150 dzieci rodzi sie z objawami autyzmu, autyzmem, ASD. I moje jest tym wybranym... Autystyczna mama - brzmi dumnie? Dlaczego nie... Zwłaszcza jeśli walczy z chorobą :)

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1772569
Wpisy
  • liczba: 355
  • komentarze: 3263
Bloog istnieje od: 2954 dni

Autyzm newsletter