Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 360 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Znalezione w Necie

środa, 23 września 2009 22:34
Szczepionki nie wywołują autyzmu

Wbrew obawom rodziców i niektórych naukowców, autyzm nie występuje coraz częściej, a co za tym idzie - jego pojawianie się nie ma związku z podawaniem szczepionek - informuje serwis BBC News/Health.

Jak wskazują badania przeprowadzone przez NHS Information Centre, na każde sto osób mieszkających w Wielkiej Brytanii przypada jedna osoba z autyzmem i jest to wynik identyczny jak w przypadku dzieci - także, jeśli chodzi o różnicę występowania pomiędzy płciami (choroba dotyczy 1,8 procenta mężczyzn , wśród kobiet - tylko 0,2 procenta). Gdyby - jak sugerowali niektórzy naukowcy, na czele z doktorem Andrew Wakefieldem - wprowadzenie szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) w latach 90. XX wieku spowodowało częstsze występowanie autyzmu, byłby on częstszy u dzieci niż wśród dorosłych.

Brytyjskie badania są pierwszymi na świecie, w których uwzględniono także dorosłe osoby z autyzmem - co prawda przeprowadzono je na stosunkowo niewielkiej grupie (7500 osób). Wśród dorosłych autyzm często pozostaje nierozpoznany, podczas gdy u dzieci obecnie zwraca się na niego większą uwagę.


źródło:

http://kobieta.wp.pl/kat,26377,title,Szczepionki-nie-wywoluja-autyzmu,wid,11523830,wiadomosc.html



Macie ochotę skomentować?
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Taki dzień...

wtorek, 22 września 2009 23:05
Przychodzi taki dzień, czasami... Wstajesz, niby rano, a ty zmęczona już w momencie otworzenia oka. Z braku czasu na leżenie w łóżku - dodatkowo nie całkiem jeszcze zdrowa. Ogarniasz nie do końca widzącym okiem pokój i nerwa masz od pierwszej chwili, bo dziecko już zdążyło powyciągać wszystkie zabawki, część z nich wkopać pod łóżko i pod wszystko co jakąś dziurę ma, kosmetyki, które powinny być w szafce wcale w niej nie są, a w drugim pokoju pieczołowicie poskładane dwa prania plus trzecie prawie - na podłodze - robota od nowa... Chce ci się wyć, wrócić do łóżka i nakryć kołdrą po sam koniuszek nosa. Zniknąć, byle tylko nie robić po raz kolejny tego samego. To dzień świstaka do potęgi trzynastej co najmniej. Nie i basta, dość, rzygać się chce.

Składasz więc pranie ponownie, kosmetyki wkładasz na miejsce, wychodzisz na chwilkę do łazienki i co? Pranie ponownie na podłodze, nie została oszczędzona ani jedna koszulka, która w kosteczkę przed chwilą "się złożyła", kosmetyki oczywiście już na zewnątrz, musisz nurkować, żeby wyciągnąć wszystko. A dodatkowo wszystkie buty ułożone w kopiec, którego kret by się nie powstydził. I tak w kółko i tak znowu i jeszcze raz i jeszcze... Codziennie po 100 razy układanie i porządkowanie.

To największe chyba (poza fobią kąpania) dziwactwo mojej Princessy - nic się nie uchowa, co ułożone i pochowane. Wszystko jest wyciągane i "układane" w kopczyki - buty, ciuchy, książki, klocki, lub wpychane "pod" - czyli pod cokolwiek, co jakąś przestrzeń na dole ma - najczęściej są to kosmetyki z podręcznej nocnej szafki (a ja kocham kosmetyki więc to nie tylko krem do rąk i balsam do ciała). Do południa jestem już po kilkunastu takich porządkach, potem nie chce się nic. Wnerwia mnie to czasami tak, że mam ochotę tak otworzyć okno i wyrzucić to w cholerę, żeby rozleciało się po świecie - z Princessą włącznie. Tak - a jeśli jakakolwiek matka nie miała ochoty wysłać swego dziecka w kosmos przynajmniej raz w miesiącu to chyba kłamie, jeśli tak twierdzi.

Do tego dochodzi zmora butelkowa. Bo nauczyć się pić z kubeczka, albo chociaż niekapka nie da rady, Więc ta zmora pije, zostawi troszkę i zostawia butelkę w łóżku... Hmmm... no tak ale co w tym takiego złego, pomyślicie? Otóż buteka zawsze jest zostawiona smoczkiem na dół, przyciśniętym do (w zależności od miejsca zalęgnięcia wcześniejszego Princessy) kołdry, poduszki, koca. Oczywiście resztki, a czasem połowa płynu w ten sposób wycieka... Nie ważne, że wczoraj, lub godzinę temu świeżutka pościel na tymże łóżku się znalazła...

Tak, czasem coś pęka...



Ale szybko przechodzi, bo jak nie ma przejść na taki widok na przykład?
(Princessa w zeszłym roku na Węgrzech po przebudzeniu dopiero co, często to zdjęcie poprawia mi humor)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Użalanie...

niedziela, 20 września 2009 10:49
    Założę się, że żaden formularz nie ma wyszczególnionej pozycji "Godpodyni Domowa" w rubryce zawód wykonywany. I co w takiej sytuacji pozostaje? Zakreślenie opcji "bezrobotna", "nie pracuje". A z jakiej racji? Veto mówię. Porównuje się Nas ze zbijającymi bąki tak zwanymi "bezrobotnymi z wyboru", przesiadującymi od 7-mej rano przy sklepie monopolowym? Albo z młodymi poszukiwaczami, którzy dopiero skończyli studia i jeszcze ani dzieci, ani doświadczenia nie mają? A czy my jesteśmy gorsze od Pań siedzących w biurze? Ktokolwiek to zaszczytne zadanie wykonywał wie, że to jest harówka i to poważna. Więc dlaczego traktuje się Nas gorzej? Dlaczego wychowanie dziecka postrzegane jest jako przerwa w życiorysie, a nie czas kiedy zdobywa się inne, cenne umiejętności: cierpliwość, zorganizowanie, poświęcenie...

    Ja cały czas jeszcze przytaczam przykłady polskie, bo te znam i do nich nawykłam. Kobieta decydując się na wychowanie dziecka do momentu, kiedy będzie w pełni przygotowane do pójścia do przedszkola (zwykle około 2-2,5 roku) może liczyć na "zapomogę" zwaną wychowawczym zasiłkiem = jakieś tam 400 albo coś koło tego. O zasileniu czego jest mowa - nie mam pojęcia, bo napewno nie domowego portfela.


Pokuśmy się zatem o subiektywną analizę zadań i obowiązków trzech typów kobiet:

1. Kobieta wolna, bez zobowiązań zwanych mężem i dziećmi, pracująca
2. Kobieta zamężna lub żyjąca w wolnym związku pod jednym dachem z partnerem, pracująca
3. Kobieta zamężna lub w związku jak wyżej, z dodatkowym bagażem pociech na karku (dzieci w wieku do 2,5 roku).


Osobniczka numer 3 decyduje się na pozostanie w domu. Przyczyna nie jest ważna: bo tak chce, bo dziecko nie chce iść do żłobka, bo nie stać jej na opiekunkę itp...


A tydzień przedstawia się tak:


Pani numer 1 - troszczy się tylko o siebie i swoje mieszkanko, pokój, czy co tam ma:

Od poniedziałku do piątku:

Rano idzie do pracy po przespanych 8-9 godzinach, przed wyjściem myje się, maluje, wypije kawę (jeśli chce).
Po 8 godzinach wraca z pracy i jest wolna jak ptaszek. Czyli robi sobie co chce: je obiadek wychodzi, spotyka się z kim tam chce, albo oglądnie TV, albo się może położy na małą drzemkę, ewentualnie posprząta jeśli jest taka potrzeba. Niech żyje wolność i swoboda w podejmowaniu decyzji i dokonywaniu wyboru.
Wieczorkiem je kolacyjkę, kładzie się o której tam poczuje się zmęczona i zasypia... A Morfeusz będzie kołysał ją do rana.
Weekend - pełen freestyle, czyli: śpi do której ma ochotę, robi co chce i kiedy chce, wychodzi gdzie chce i wraca o której chce...


Do dodatkowych obowiązków należą:
- zakupy - dla siebie
- płacenie rachunków - za siebie
- pranie - swoich ciuszków
- prasowanie - swoich ciuszków
- sprzątanie po sobie - czyli prawie nic
- inne sprawy administracyjne i urzędowe - jeśli takowe są
- pomijam podlewanie kwiatków i zwierzęta domowe, gdyż do raczej obowiązkowe nie jest - wolny wybór.


Pani numer 2 - troszczy się o siebie i partnera (ma na głowie 2 osoby znaczy) oraz całe mieszkanie lub dom.

Od poniedziałku do piątku:

Rano idzie do pracy po przespanych 8-9 godzinach, przed wyjściem myje się, maluje, wypije kawę (jeśli chce). Pomijam te, które się nie wyspały z własnej winy, bo pochłenęły je igraszki z ukochanym... Tak chciały, tak mają...
Po 8 godzinach wraca z pracy, gotuje obiadek dla siebie i ukochanego, lub kończy bazę przygotowaną poprzedniego dnia. Jedzą, mniam, mniam, sprzątnie, pomyje po jedzonku i jest wolna jak ptaszek. Czyli robi sobie co chce: je obiadek wychodzi, spotyka się z kim tam chce, albo oglądnie TV, albo się może położy na małą drzemkę, ewentualnie posprząta jeśli jest taka potrzeba. Niech żyje wolność i swoboda w podejmowaniu decyzji i dokonywaniu wyboru.
Wieczorkiem je z ukochanym kolacyjkę zwykle przez nią przygotowaną, kładzie się o której tam poczuje się zmęczona i zasypia... A Morfeusz będzie kołysał ją do rana.

Weekend - pełen freestyle, czyli: śpimy do której mamy ochotę, robimy co chcemy i kiedy chcemy, wychodzimy gdzie chcemy i wracamy o której chcemy


Do dodatkowych obowiązków należą:
- zakupy - dla 2 osób + planowanie jedzenia
- planowanie wydatków i administracja domowych rachunków
- pranie - wszystko x 2 (oczywiście chwała za pralki, ale nie o to chodzi, wyliczam obowiązki, o które trzeba dbać, a pranie samo się nie posegreguje, do pralki nie wskoczy, z pralki nie wyjdzie i na wieszak też samo się nie powiesi)
- prasowanie - ciuszki dla dwojga, bo koszule i spodnie i t-shirt ukochanego dochodzą
- sprzątanie - ogólnie pojęte, w tym mycie naczyć po dwóch osobach
- inne sprawy administracyjne i urzędowe - jeśli takowe są
- pomijam podlewanie kwiatków i zwierzęta domowe, gdyż do raczej obowiązkowe nie jest - wolny wybór - jak wyżej...


Pani numer 3 - troszczy się o siebie, swojego partnera i dzieci (czyli 2 + x na głowie)

Tak zwana Gospodyni lub Kura Domowa. Nie chodzi do pracy, nie jest zatrudniona przez żadnego pracodawcę. Każdy dzień wygląda podobnie, więc nie ma sensu dzielenia obowiązków na dni robocze i weekendy. Pracuje zwyczajowo 24 h na dobę (a raczej musi być na to gotowa, ponieważ mówimy tu o małych dzieciach), 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Żadne dziecko nie rozumie, że właśnie sobota, że może by pospać dłużej. Harmonogram zawsze ten sam:

wstawanie rano - 7:00, 8:00
przebieranie dziecka
pierwsze śniadanie
zwykłe ogarnięcie domostwa - zaścielenie łóżek, pomycie garów, których się wieczorem już nie zdążyło, albo nie miało siły,
herbatka, jogurcik, II śniadanko,
przebieranie dziecka
zabawa/nauka z dzieckiem
na spacer z dzieckiem
inne czynności domowe podczas gdy dziecko uśnie po południu
przebieranie dziecka
przygotowanie obiadu
herbatka
podanie obiadu (mąż wrócił) dla wszystkich
pozmywanie po obiedzie
zabawa/opieka nad dzieckiem
kolacja
kąpanie, przebieranie dziecka
pozmywanie po kolacji i uporządkowanie zabawek jak dziecko uśnie

W zależności od charakteru dziecka dzień taki trwa od 7 rano do około 22 - policzmy....15 godzin... Oczywiście czas drzemki można wykorzystać na odpoczynek - 13 godzin więc zostaje jeśli dobrze liczę. I tak piątek, świątek, niedziela... bez wolnej soboty. Do tego dochodzi:

- zakupy - dla 3 (lub x) osób + planowanie jedzenia
- planowanie wydatków i administracja domowych rachunków
- pranie - wszystkiego więcej, więc robi je częściej
- prasowanie - swoje, koszule i spodnie i t-shirt ukochanego dochodzą no i rzeczy dziecka lub dzieci,
- sprzątanie - mycie razy x, zabawki wiecznie porozrzucane itp...
- inne sprawy administracyjne i urzędowe - jeśli takowe są
- pomijam podlewanie kwiatków i zwierzęta domowe, gdyż do raczej obowiązkowe nie jest - wolny wybór - jak poprzednio.


    Idąc jeszcze dalej sprawa komplikuje się, jeśli dziecko jest z tych "trudnych" i wysysa całą energię, nie pobawi się samo, śpi 10 minut - czyli nic nie można zrobić w międzyczasie. A nie daj Boże budzi się w nocy... I tak jakieś 2 lata. Albo i 5 jeśli jest taka konieczność. Nie każda ma komfort jak ja, że Princessa to Anioł. A już czołobitność nam tylko pozostaje dla tych, które więcej niż jedno dziecko niańczą i wychowują... Nic dziwnego, że po doświadczeniach z pierworodnym/pierworodną często mówią "BRAWO", ale już nie "BIS".


    A teraz pójdźmy jeszcze dalej i wprowadźmy na scenę Panią numer 4 - Kobieta zamężna lub w związku jak wyżej, z dodatkowym bagażem pociech na karku (dzieci w wieku do 2,5 roku) - w tym jedno dziecko poważnie chore, niepełnosprawne, upośledzone... - zakończenie dopiszcie sobie sami...


A gdzie w tym wszystkim mąż, tatuś, partner - zapytacie? A no... Żeby w tych czasach mieć wątpliwy "komfort" zostania w domu to:
- facet jest prezesem i dużo zarabia ale pracuje po 12 godzin, często też w soboty,
- facet jest nisko opłacanym pracownikiem średniej klasy i musi sobie dorabiać, więc też cały czas nic tylko w robocie,


    Wraca chłopina styrany, bo przecież pracuje... Więc nikłe szanse na zagonienie go po pracy do obowiązków domowych. A już w weekend to przecież odpocząć musi... Faceci tak stworzeni zostali (pech dla Nas), że dla nich istnieje praca i dom. A to oznacza, że jeśli pracują, to wracając do domu oczekują słodkiego lenistwa, bo przecież oni już swoje zrobili. Często dziwią się też, że przecież jak to sobie nie radzimy siedząc cały czas w domu, a oni muszą do pracy chodzić.


    Stop - OCZYWIŚCIE GENERALIZUJĘ, żeby nie było że na biednych facetów znowu najeżdżam. Czytajcie
to z pewną dozą rozsądku i starajcie się zrozumieć ogólne przesłanie. Złoto nie mężczyźni, którzy po pracy mają ochotę jeszcze na odkurzenie, naprawę kranu, wyniesienie śmieci, a w weekend ochoczo umyją okna. Chylę czoła. Ale nie o facetów tu chodzi i nie o relacje między Nim a Nią. Rozchodzi się o stereotyp Gospodyni Domowej, której wciska się kategorię "NIE PRACUJE" gdzie tylko można. A to wszystko z czym zmaga się codziennie dalekie jest od nic nierobienia. I temu zaprzeczyć się nie da.


    A kto z chorym dzieckiem w tych czasach nie boryka się z prozą życia codziennego? Jak jesteśmy wspierani przez zakichane Państwo, jaką pomoc otrzymujemy poza 48 zł rodzinnego i 153 pielęgnacyjnego? Załóż dziecku linię SMS - stracisz zasiłek, dorób sobie - stracisz zasiłek. Jaki zasiłek się pytam?! Tę jałmużnę? W XXI wieku nie do pomyślenia, że jeden fagas (przepraszam, ale emocje) na stołku zarabia 100 000 zł i jeszcze mu mało, a ktoś nie ma na mleko dla dziecka i obcy przesyłają pieniądze, żeby miało co jeść. Przeczytajcie ten artykuł a zrozumiecie:


http://www.wiadomosci24.pl/artykul/matka_wojtusia_sekulskiego_wola_o_pomoc_108920.html


    Są dni, kiedy mam wrażenie, że rośnie mi garb, dziecko mnie denerwuje, bo ciągle czegoś chce. Czuję się jak robot bez własnej osobowości, podporządkowana tylko jednemu zajęciu - służąca. Nie mam czasu dla siebie, nie mam ochoty na nic po całym dniu, nie mogę sobie pozwolić na nic, bo jak tylko usiądę, to Ona czegoś chce, jak tylko coś zacznę robić dla siebie to Ona czegoś chce. Dzień Świstaka cały rok. Chce mi się wyć, mam ochotę uciec i zostawić to wszystko w cholerę. Być nareszcie sama, robić to, na co mam ochotę, a nie to co muszę... Zdrzemnąć się, kiedy jestem zmęczona, oglądnąć film, kiedy mam na to ochotę - CAŁY a nie połowę, bo reszta umknie między zmianą pampersa a robieniem herbatki, kanapeczki ... Czasem mam wrażenie, że lepiej by mi było bez Niej. Wiecznie na wysokich obrotach, skoncentrowana i gotowa do "be at the service all around". To dopada chyba każdego, całkiem normalne - to nie jest urlop na Malediwach, tu nikt nie serwuje drinków z palemką... A potem Princessa idzie spać, patrzę na nią i nie mogę doczekać się chwili, kiedy znowu się obudzi...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zszokowana...

piątek, 18 września 2009 20:13
No i nie wiem czemu to zawdzięczać... Czy to tak po prostu się stało? A może cud w tydzień po odcięciu mleka? Do tej pory wszystko co chlebem tostowym z serkiem i pasztetem nie jest było co najwyżej polizane. Wczoraj nagle moja Princessa wzięła po primo frytkę z McDonald`sa, zrobiła kłap ząbkami i pół frytki wylądowało w buzi (tak, niezdrowe, wiem, ale do tej pory sobie po prostu trzymała i bawiła się aż do wymiętoszenia, potem to coś wymiętoszone próbowała wcisnąć nam do paszczy). Półfrytka co prawda została przerzuta i wypluta po kilku chwilach (nie natychmiast), ale i tak pozostawiło to mnie w szoku na pół minuty z rozdziawioną buzią. Secundo - biszkopty, które były tylko chwytane, żeby napychać buzie rodziców z szybkością karabinka maszynowego, stały się nagle obiektem jadalnym - tak - pogryzionym, przerzutym i połkniętym obiektem. Dowód leży koło mnie, znaczy malutki ogryzek, który pozostał z całego biszkopta... Hmmm....

Do tego Princessa znacznie się uspokoiła, daje się więcej głaskać, przytula się (bez szaleństwa rzucania się na szyję, ale przecież to i tak sukces), a przedwczoraj powiedziała "mamo". Nie wiem jeszcze tak dokładnie, czy to owe "mamo" było czysto zwrotem w kierunku mamy, ale mam wrażenie, że bardziej na tak, niż na nie.
Poprawiła się odrobinę koncentracja na przedmiotach. No i coco jumbo i do przodu... !!!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kolejny mądry artykuł...

piątek, 18 września 2009 11:56
Przyjaciele są często świetnym źródłem informacji. Kocham pocztę pantoflową (oczywiście o ile przynosi pożyteczne informacje).A więc dostałam taki link:


http://www.wprost.pl/ar/104424/Odtruwanie-umyslu/?I=1268


Tekst traktuje o odtruwaniu organizmu. Jak zwykle namawiam do przeczytania całości. Tradycyjnie najważniejsze co z tego tekstu wynika:


1. Autyzm można leczyć dietą
(zwracam uwagę na "leczyć" nie "wyleczyć"). Opisywane są przypadki dwojga dzieci, Zosi i Daniela, które po wykluczeniu z diety glutenu i kazeiny robiły znaczne postępy. Cytat: "Gdy tylko Daniel przeszedł na dietę bezglutenową i bezkazeinową, od razu zaczął mówić i nawiązywać kontakt wzrokowy, poprawiło się jego trawienie".


2. "Choroba całego organizmu - Autyzm nie jest jedynie chorobą mózgu. To schorzenie całego organizmu atakujące zarówno komórki mózgowe, jak też inne organy, przede wszystkim układ trawienny i odpornościowy."


3. "Choroba organizmu
Leo Kanner, który w 1943 r. opisał autyzm, zwracał uwagę na kłopoty z trawieniem, wymioty i powtarzające się zapalenie uszu u badanych dzieci. Nie uznał jednak tych objawów za najważniejsze. U swoich pacjentów zaobserwował przede wszystkim symptomy behawioralne, takie jak zachowania aspołeczne, słaby kontakt, ograniczona mowa bądź jej brak, powtarzalne zachowania. Dlatego autyzm zaklasyfikowano jako chorobę neurologiczną, a nie zakłócenia metabolizmu powodujące zaburzenia mózgu.
Z najnowszych badań wynika, że tylko 10 proc. przypadków autyzmu jest dziedzicznych. Pozostałe 90 proc. to przypadki występujące w rodzinie pierwszy raz. "

Niedługo jak obiecałam coś o dozwolonych i zabronionych produktach w diecie bm i bg. Będzie też długi artykuł poświęcony dziwnym zachowaniom mojej Princessy, czyli jak dochodziliśmy do mojego podejrzenia autyzmu lub jego spektrum.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 748 336  

Lubię to

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Galerie

O moim bloogu

1 na 150 dzieci rodzi sie z objawami autyzmu, autyzmem, ASD. I moje jest tym wybranym... Autystyczna mama - brzmi dumnie? Dlaczego nie... Zwłaszcza jeśli walczy z chorobą :)

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1748336
Wpisy
  • liczba: 355
  • komentarze: 3227
Bloog istnieje od: 2774 dni

Autyzm newsletter