Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 966 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Skate...

niedziela, 28 sierpnia 2011 16:18


Nad koordynacją zmysłów, równowagą i przezwyciężaniem strachu można pracować wszędzie. Princessa ma problem z koordynacją, integracją sensoryczną, równowagą i postrzeganiem przestrzeni, głębi i odległości.

Na ile jest to spowodowane jej problemem ze wzrokiem (przypomnę, że urodziła się z 25% nerwu wzrokowego w prawym oku) a na ile ma na to wpływ spektrum autyzmu - nie wiem. Rok temu Princessa nie potrafiła pokonać 10-centymetrowego murka ani lekko nachylonej powierzchni. Nie wchodziła i nie schodziła po schodach sama. Stopnie pokonywała dostawnie a nie naprzemiennie.

Sporo się zmieniło. Pokonywanie coraz bardziej stromych i nachylonych powierzchni oraz stopni przychodzi coraz łatwiej. Więc ćwiczymy przy każdej okazji - murki, schody - cokolwiek. Przy pięknej niedzieli można skorzystać z okazji i spędzić czas skate`owo.


 

Niby bez rolek, rowerów, deskorolek, ale poćwiczyć można. Trochę na nogach...

 

 

 

... trochę na hulajnodze...

 

 

Zapraszamy do Fan Klubu Princessy na Facebook:

http://www.facebook.com/#!/groups/177938975609965/

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Szczepienia, temat powraca...

sobota, 27 sierpnia 2011 8:35

Pokazały się najnowsze doniesienia ze świata autyzmu. Według nich szczepionki jednak powodują autyzm, a przynajmniej istnieje między nimi związek.


"Prof. Dorota Majewska wróciła z konferencji dotyczącej autyzmu w Stanach Zjednoczonych. Wnioski wynikające z konferencji opublikowała w poniższym piśmie:

 

„Autyzm to najpierw ostra, potem chroniczna encefalopatia poszczepienna, co do tego nie ma juz żadnych wątpliwości, bo wszystkie kliniczne objawy i markery autyzmu pokrywają się z objawami oraz fizjopatologia zapalenia mózgu oraz chronicznego zatrucia dzieci toksynami zawartymi w szczepionkach. Potwierdza to również chronologia indywidualnego rozwoju autyzmu najczęściej wkrótce po jakichś szczepieniach. (…)

 

Z ostatnich badan wynika, że ok. 20% dzieci autystycznych udaje sie wyprowadzić z ciężkiego stanu kuracja odtruwająca i kompensująca niedobory witamin i innych nutrientów, oraz eliminująca gluten i kazeinę, ale nigdy nie staja się one całkowicie „zdrowe”, najczęściej pozostaje im ADHD, obsesyjne zachowania oraz stany niepokoju. Pozostałym dzieciom autystycznym tez można trochę pomoc kuracjami odtruwającymi i intensywna terapia. Ponieważ MZ zmusza do szczepień, powinno ono płacić za leczenie poszczepiennego kalectwa dzieci.”"

 

źródło: http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/autyzm-to-encefalopatia-poszczepienna/

 

Powróciła też sprawa dr Wakenfielda.

 

"Dr Andrew Wakenfield oczyszczany z zarzutów i oszczerstw przez ujawniane dokumenty oraz badania.

 

Wakenfield w swoich licznych pracach wskazywał na związek między szczepionką MMR (trójskładnikowa szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce) a autyzmem. Twierdzi, że szczepionka ta jest wyjątkowo szkodliwa i możliwe, że przyczynia się do rozwoju autyzmu. Wszystko zaczęło się – przynajmniej dla szerszej publiki – 28 lutego 1998 roku, kiedy Lancet opublikował pracę dra Andrew Wakenfielda, w której badacze donosili o związku pomiędzy szczepionką MMR, syndromem cieknącego jelita oraz autyzmem.

 

Szum medialny, który towarzyszył doniesieniom Wakenfielda w znaczący sposób wpłynął na ochronę zdrowia dzieci – wiele matek przerażonych wizją autyzmu zrezygnowało z uczestnictwa w programie szczepień.

 

22 lutego 2004 w „The Sunday Times” ukazały się pierwsze wyniki dziennikarskiego śledztwa prowadzonego przez prawie pół roku przez Briana Deera. Deer okrzyknął wyniki badań Wakenfielda wielkim oszustwem. Cała nagonka na dr Wakenfielda spowodowała jego załamanie kariery naukowej i odebranie prawa wykonywania zawodu lekarza.

 

Obecnie po wielu latach batalii, wychodzą na jaw dokumenty, że badania naukowe prowadzone przez dra Andrew Wakenfielda były prowadzone prawidłowo i że są podstawy naukowe na związek między szczepionką MMR a autyzmem. Wyszło na jaw, że inni badacze niezależnie otrzymali identyczne wyniki 14 miesięcy przed publikacją pracy Wakenfielda wśród badanych dzieci.

 

Ostatecznie wyżej wspomniany dziennikarz okazuje się kłamcą. A upublicznione dokumenty ukazują, że „British Medical Journal” został złapany w swoich świadomych nadużyciach ignorując dowody, które zostały przedstawione na długo przed publikacją oszczerczego artykułu Briana Deera. „British Medical Journal” świadomie pominął dowody i po prostu postanowił zniszczyć reputację dr Wakenfielda za pomocą wszelkich niezbędnych środków.

 

10 stycznia 2011 w „Mail Online” (Wielka Brytania) w artykule zatytułowanym „Naukowcy obawiają się związku między MMR a autyzmem” czytamy, że podczas medycznych badań w Wake Forest University (Stany Zjednoczone) stwierdzono wirusa odry w 70 spośród 82 badanych dzieci autystycznych. Żaden ze szczepów wirusa to nie były dzikie szczepy odry. Wszystkie szczepy były takie jak w szczepionkach MMR. Dr Andrew Wakenfield miał podobny raport opublikowany już w 1998 roku i stał się przedmiotem polowania na czarownice, które zrujnowało jego karierę.

 

Oskarżenia „British Medical Journal” przeciwko dr Wakenfieldowi, że sfabrykował swoje odkrycie są zatem nieprawdziwe, a oskarżenia mass mediów, że jego odkrycia “nigdy nie zostały powtórzone” to ewidentne oszczerstwo. Dr Wakenfield żąda odwołania oskarżenia przez „British Medical Journal”.

 

Czy dalej mamy wierzyć białej mafii, która niszczy swoich przeciwników wszelkimi metodami? Dalej będziesz wierzyć w moc szczepionek, a czy zaufasz mocy swojego systemu immunologicznego? Wiele badań konwencjonalnej medycyny to po prostu oszustwo."

 

źródło: http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/potwierdzony-zwiazek-szczepionek-z-autyzmem/

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

"Kredkowe"

piątek, 26 sierpnia 2011 18:42

Już za kilka dni początek roku szkolnego. Słuchając, czytając, oglądając i obserwując gorączkę zakupową zaczynam tęsknić za czasami kiedy to ja sama targałam tornister do szkoły.

Nie wiem dokładnie ile trzeba wydać pieniędzy aby posłać dziecko do szkoły. To zależy od wieku, szkoły, miejsca zamieszkania. Przekonam się pewnie za rok, kiedy to Princessa dumnie wejdzie w poczet pierwszoklasistów. Ale z tego, co widzę i słyszę od różnych osób - są to astronomiczne ceny. Pomijając absurd naszego kraju i beznadziejne rozwiązania systemu szkolnictwa. Każda szkoła i każdy rocznik ma inne podręczniki, ilości takie, że osobną szafkę trzeba. Ćwiczenia i ćwiczenia do ćwiczeń, osobne na każde pół półrocza. Posiadanie dwójki albo trójki dumnych uczniów to poważny uszczerbek domowego budżetu.

Przybory szkolne... Już nie zwykły ołówek, gumka, kredki i długopisy. Wszystko sygnowane logiem różnych marek, bo tak poważnie rzecz biorąc zwykłych produktów już w sklepach nie ma. Nie mieć piórnika z Hello Kitty? Helloooooooł - siara.

Gdzie te czasy wymiany podręczników do starcia literek prawie? Stało się w bibliotece, wychodziło z kompletem zapakowanym w okładki z szarego papieru... Ci bardziej pomysłowi przerabiali potem szare okładki na kolorowe robione z plakatów prosto z Popcornu albo Bravo Girl ;) Plecak, piórnik, ołówek, długopis, gumka, kredki, cyrkiel, ekierka i linijka - bez nadruków "Made by Disney" albo "Harry Potter". Czasami jedna książka na ławkę wystarczyła. A worek na kapcie uszyty przez babcię, mamę albo ciocię...

Weszłam ostatnio do jednego z najpopularniejszych hipermarketów i oczopląs od tych slicznych i kolorowych produktów, akcesoriów, pomocy szkolnych, zeszytów... Zobaczyłam na półce śliczny portfelik. Pomyślałam - super, przenośna skarbonka. Teraz będziemy mogli w gości chodzić i miedziaki wyciągać ;) Już się babcia z dziadkiem nie wywiną z dołożeniem kasy ;) Ceny na półce brak - klasyk - dreptam do skanera (kocham ten wynalazek, nie daję się nabić w butelkę). PIK!!! Chyba śnię, się popsuło. PIK!!! No nie tak samo. Na wszelki PIK!!! Hmmm... jednak. 30 zł!!! i zapewniam, że to nie była Hannah Montana, Bibery czy inne bajery. Zwykły, kolorowy, z pieskami. No a co jak się dziecko na ten firmowy uprze? O nie, zostajemy przy naszym pudełeczku po chusteczkach nawilżanych... Na porfelik przyjdzie jeszcze czas ;)

 

Wpadamy w konsumpcyjną pułapkę - z jednej strony zdroworozsądkowe podejści i racjonalne liczenie ciężko zarobionych pieniędzy. Z drugiej obawa przed wysłaniem dziecka do klasy "jak biednego kuzyna", który jako jedyny nie ma zeszytów z uśmiechniętymi bohaterami filmów i kreskówek.


A ile wy wydaliście na wyprawkę szkolną, "tornistrowe", "kredkowe"?

 

Wakacje prawie się skończyły - odliczanie do przedszkola - 6 dni!!!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kiedy umiera dziecko...

poniedziałek, 22 sierpnia 2011 11:55

Kilka dni temu zmarł syn mojej znajomej. Był to dorosły już człowiek o znacznym stopniu niepełnosprawności. Nie pamiętam ile miał lat, nie potrafię wymienić chorób na które cierpiał. I w sumie nie jest chyba to aż takie ważne. Był osobą dość rozpoznawalną w moim mieście. Jego mama to typ społecznika i to w dużej mierze dzięki niej o osobach niepełnosprawnych jest tutaj głośno. Panią Emilkę zna każdy, a jeśli nie zna, to jego strata. Często widywana na spacerach z synem. Powolnym krokiem, cierpliwie, dostojnie... Poświęciła dla niego całe życie.

Nie wiem dlaczego umarł. Z pewnością jeszcze długo nie odważę się zapytać jak to dokładnie było, dlaczego... Jakiś czas temu rozmawiałam z nią na antenie naszego radia. Głównie o akcji 1% dla towarzystwa, którego jest prezesem. W przerwach między wejściami opowiadała o Marcinie. Jak zwykle z humorem, pogodnie, dumnie wręcz. Zachwalała postępy, mówiła, że dobrze się czuje.

Po tym jak taka wiadomość dociera do świadomości, po tych chwilach smutku, zaskoczenia, zawieszenia i zadumy przychodzi moment, w którym człowiek zaczyna się zastanawiać - czy to lepiej, czy może jednak nie... Jedni pomyślą, że nie ważne czy niepełnosprawne, czy zdrowe - to przecież dziecko, które straciło się bezpowrotnie. Są tacy, którzy zobaczą w tym nieszczęściu inną stronę medalu i zapytają - czy nie lepiej, jeśli osoba, która wymaga stałej opieki, nie jest samodzielna, nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie jako samodzielna jednostka odejdzie przed opiekunem? Bo jeśli opiekun odejdzie pierwszy to co potem? Kto się takim człowiekiem zajmie lepiej niż matka czy ojciec?

Ja bardzo często zadajęsobie pytanie - co będzie jak mnie nie będzie... Liczę na to, że będzie dobrze i wiem, że śmierć dziecka nigdy nie jest "lepszym złem". Niezależnie od tego jak bardzo jest chore. I nawet nie próbuję sobie wyobrazić tego, co w takiej chwili czuje rodzic.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Kulinarne makabry...

sobota, 20 sierpnia 2011 8:52

Autyzm to w naszym przypadku głównie problem z jedzeniem i piciem. Oczywiście dziwne zachowania, zaburzenia rozwoju i wolniejsze przyswajanie wiedzy czy umiejętności też ciążą. Ale mając świadomość, że człowiek jest tym co je i pije - temat jest dla mnie priorytetem.

Mając świadomość tego co zła dieta może złego uczynić w naszym organizmie i jak wpływa chociażby na zachowanie i samopoczucie, z niechęcią kroję kolejne parówki i smaruję kolejne kromki chleba pasztetem. Nie wspominając już o tym, że jej ulubione "jedzenie" pogłębia główny problem zdrowotny Princessy - nadprodukcję mocznika.

Kwadratura koła i śmieszność (a raczej absurd) tej sytuacji polega na tym, że aby pozbawić ją substancji, które jej szkodzą, musiałaby żyć na samej wodzie. Kazano nam odstawić laktozę - czyli wykluczyć wszystko, co poza parówkami i pasztetem Princessa brała do ust - czekoladę mleczną, jogurty, monte, danonki, serki, budynie... Następnie kolejny lekarz (nefrolog) stwierdził, że za nadprodukcję mocznika odpowiada niekoniecznie laktoza, ale nadmiar białka. Oczywiście rozkaz eliminacji...
"No ale przecież odstawiliśmy produkty mleczne" - mówię.
"No ale przecież parówki i pasztet to też źródło białka i to nie najlepszej jakości" - odpowiada Pani doktor. Trudno się z nią nie zgodzić.

To trochę tak, jakby mieć świadomość, że dziecko ma uczulenie na truskawki i jednocześnie serwować je codziennie na deser. No i jak tutaj ma się serce nie krajać - mnie, osobie o króliczym żołądku - kiedy w sklepach kalafiory, pomidory, sałaty, kalarepki, fasolka i szpinak... W jej ulubionym soku zawartość owoców 49% (innego nie wypije) - a w warzywniakach aż się świeże owoce uśmiechają, żeby je wycisnąć i wypić... A ten straszny chleb tostowy (bo inny nie może być)? Kiedy w domu taka mistrzyni pieczenia chleba i bułek? Świat to czasami staje na głowie...

 

PS. Czy was też do szału doprowadzają wyskakujące na każdej stronie reklamy na pół ekranu? ;-P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 760 533  

Lubię to

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Galerie

O moim bloogu

1 na 150 dzieci rodzi sie z objawami autyzmu, autyzmem, ASD. I moje jest tym wybranym... Autystyczna mama - brzmi dumnie? Dlaczego nie... Zwłaszcza jeśli walczy z chorobą :)

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1760533
Wpisy
  • liczba: 355
  • komentarze: 3241
Bloog istnieje od: 2861 dni

Autyzm newsletter