Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 360 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


3 luty dniem bez Smoleńska - postulują internauci..

wtorek, 25 stycznia 2011 12:55

Czy ktokolowiek dziwi się, że chcemy Dnia Bez Smoleńska? No to ja się dziwię, że ktoś się dziwi. W tej chwili ustanowienia dnia 3 lutego dniem odpoczynku od Smoleńska chce ponad 88 tysięcy użytkowników Facebooka. Poparłam, przyłączyłam się... Dlaczego? Bo mdli mnie już od bombardujących mnie monotematycznie newsów. Otwieram lodówkę, a tam... uff na razie jeszczenie nie Smoleńsk. Ale to przecież moja lodówka :D Ale gazety, radio, internet, telewizja - "neverending Smoleńsk story".

I żeby było jasne - mnie nie drażni wspominanie katastrofy. Jedynie szlag mnie trafia, że w tej całej "Smoleńsk-gate" najmniej chodzi o tragedię i poszanowanie tych co zginęli. Mam wrażenie, że to tylko dodatek do całej otoczki w kilku bitwach - J. Kaczyński vs D. Tusk, MAK vs "Ci co się z raportem nie zgadzają", PiS vs PO - itd, itp.........

Ja wiem, to nie jest łatwe. Ja wiem, to wyższa polityka, o której ja "maluczka" pewnie nic nie wiem. Ja z rodziny pikusiów i szaraczków przysłowiowy guzik wiem co się na najwyższych stołkach dzieje. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najmniej tu chodzi o prawdę co niektórym, a bardziej o udowodnienie własnych racji. No cóż, może nie dorośliśmy jeszcze do tego, żeby w cywilizowany sposób ogon podkulić, nerwy wysłać w kosmos a dumę włożyć do kieszeni i po prostu zawalczyć o prawdę. No tak... tylko tutaj powstałby pewnie problem - kto pierwszy ma ten ogon podkulić? Ot i tu leży pies pogrzebany... A "tej drugiej" stronie w to graj ten nasz cały rozłam i wojna "polsko-polska". Zwarty mur trudniej przebić, ale taki, w którym tynki pękają i owszem.

 

P.S. Ja rozumiem, a przynajmniej staram się rozumieć wszystko, ale beatyfikacja Anny Walentynowicz?! Heloł !! Ludzie opamiętajcie się !!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Autiki chodzą własnymi drogami

czwartek, 13 stycznia 2011 21:23

Gdybym miała porównać Princessę, a co za tym idzie wiele osób z podobnym zaburzeniem, do zwierzęcia, z pewnością byłby to kot. Robi co chce, kiedy chce, jak chce i chodzi zawsze własną drogą. Nawiązanie kontaktu to długi proces oswajania. Kot z natury jest nieufny. Princessa, choć otwarta na ludzi, podejdzie, dotknie, powącha nawet - płoszy się na każdy zbyt szybki, gwałtowny i nie zaakcpetowany przez nią ruch. Do tego to ona sama musi podejść, nie ktoś tak bezkarnie sobie...



Kto miał kota to wie, że jak już oswojony - można czasem cuda wyprawiać. Ale mimo wytworzenia całkiem przyjemnej relacji, ciągle jest ta nuta dystansu. Princessowy buziak to czasami długie minuty proszenia, podchodzenia. Nie można jej też tak nagle wziąć na ręce i wygłupiać się, bo nie pozwoli, sztywnieje i tyle. Robi to też czasami ze mną, choć w sumie to ja jestem z nią najbardziej oswojona ;)

 

Princessa najbardziej otwiera się u osobników płci przeciwnej. Oczywiście niezastąpiony jest Dziadek - hit, w ogóle szał ciał i tłum szaleje. Drugi w kolejce jest wujek Roli (który to wujek jest obecnie budzony o 8 rano wtargnięciem do jego łóżka... i który to wujek jest po nocnej zmianie - ups...). Oczywiście jest jeszcze wujek Artur, Jarek, Krzysiu, Zoli i kilku jeszcze tam by się znalazło. W każdym towarzystwie upatruje sobie ulubionego Marsjanina i bach - upolowany, trafiony i zatopiony... Na ostatnim wyjazdowym, niedzielnym popołudniu godzinę tak biednego Stasia za rączkę prowadzała. Ale Stasiu potulnie, nie mając wyjścia, tuptał, bo co - odmówisz Princessie?

 

 

P.S. Kto nie słyszał ja Princessa śpiewa "Zombie" The Crannberies - niech żałuje...

 

P.S. II Proszę...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Bez cienia ani rusz...

czwartek, 06 stycznia 2011 12:18

Osoba cierpiąca na autyzm zwykle nie za bardzo odnajduje się w świecie, w którym uznawana jest za kogoś nie potrafiącego się komunikować. Ja jestem przekonana, że problem nie leży w "niekomunikatywności" (choć z tym określeniem bardzo bym polemizowała), ale od tego, czy społeczeństwo będzie chciało podjąć próbę zaakceptowania i przyjęcia takiego człowieka do swojej grupy. Ale najszczersze chęci na nic się nie zdadzą, jeśli zabraknie bardzo ważnego czynnika - wspólnego mianownika. Może nim być albo ustalony język (jako narzędzie komunikacji), który znają obie strony, albo łącznik, tak zwany cień, który zna języki obu stron i pomoże im się poznać, wdrożyć, a przede wszystkim rozmawiać (cokolwiek weźmiemy jako definicję rozmowy). Zmarły ponad rok temu Kim Peek (najsławniejszy Savant, pierwowzór Rain Mana) zwykł mawiać - "My father and I share the same shadow" (Mój ojciec i ja dzielimy ten sam cień"). Rola Cienia jest ogromna. Znajdując się w grupie, w której ani nie jest się rozumianym, ani się nie rozumie, każdy czułby się niekomfortowo. Autyzm sam w sobie jest dla autysty problemem. Jeśli dochodzą do tego izolacja społeczna i niemożność zbudowania relacji, dyskomfort może być znacznie większy. Bardzo chcielibyśmy, alby osoby z autyzmem poznawały "nasz" świat, nasz punkt widzenia, rozumiały. Należy się zastanowić, czy dajemy im odpowiednie do tego podstawy.

Podobnie czuje się obcokrajowiec, który znalazł się w innym kraju bez znajomości języka. Na samym początku z pewnością będzie odczuwał dystans ze strony osób, z którymi przyjdzie się zetknąć. Ponieważ aby zbudować więź, relacje, zależności, należy się poznać, obcować ze sobą, nabrać swobody przebywania. Bez możliwości komunikacji, prowadzenia dialogu, opowiedzenia o sobie i wzajemnego zrozumienia - nie ma na to szans. Osobnik taki ma więc dwa wyjścia - albo nauczyć się jezyka obcego, albo znaleźć kogoś, kto zarówno zrozumie jego jak i grupę. Jeśli zdecyduje się na pierwszą opcję - oczywiście, że przyjdzie taki moment, że będzie posługiwał się danym językiem coraz swobodniej. Będzie to trwało jednak znacznie dłużej (mam tu na myśli wejście w grupę i zbudowanie relacji), niż wtedy, gdy pomagałby mu w tym jego cień. osoby z autyzmem mają jeszcze jedno utrudnienie. One same sobie cienia nie znajdą...

 

P.S. Od nowego roku koniec przygody z Czechami... Nareszcie... Jesteśmy wyjechani do...

 

 

Zgaduj zgadula gdzie Princessa... :D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Juhu, z polsatowskim pląsaniem w Nowy Rok...

sobota, 01 stycznia 2011 9:43

W związku z zaistniałymi pewnymi okolicznościami mam za sobą Sylwester pidżamowy. Zachęcona "ochami i achami" z reklam na Polsacie postanowiłam podglądnąć co tam się na największej imprezie sylwestrowej będzie działo. Wszak zabawa miała być the best przy najlpeszych polskich i światowych przebojach. Największy, najlepszy, wszystko naj...

 

A już szczególnie ciekawa byłam co pokaże Roxette - bo przecież kto choć raz nie kochał przy ich przebojach... Wielki come back, wymagania gwiazdorskie - będzie czego posłuchać... I wyszło jak zwykle. Pomijajam to, że sam show był porażką, wykazujące znaczny przerost formy nad treścią. Przełknęłam Skawińskiego w rajtuzach i ciżemkach, który próbując udawać żwawego scenicznego tygrysa zaprezentował raczej kulawego kotka. Zniosłam "wisienkę na torcie" w osobie wszechobecnej i nieustannie próbującej się wybić na coverach Nataszy "Józefowiczowej" Urbańskiej. Przemilczałam fatalny "nowy-stary" Varius Manx... Ale...

 

...Już w połowie pierwszej piosenki "gwiazdy i gwoździa" programu miałam ochotę wyłączyć telewizor. Wykazując pewne cechy masochizmu brnęłam dalej, bo przecież o czym bym potem napisała ;) Smutek i żal. Ledwo ruszająca się - i nie wiem czy od nadmiaru tapety, botoxu czy zimna - Marie, fałszująca do bólu, ledwo łapiąca oddech. Mikrofon ciążył, na nogach chyba stukilogramowe buty, bo ekspresja sceniczna raczej oszczędna. Pere, może i żwawszy, może mniej cierpiący, ale jak nigdy nie powalał i tym razem nie zawiódł. Uszy i oczy bolały... Sądząc po reakcji publiczności - nie tylko mnie. Ale kasa poszła (pewnie w błoto bo na pewno nie w udany koncert), komplementy sypały się na prawo i lewo, Agata się rozpływała, znowu wyszło na to, że nikomu nie znana Polska każdy chłam łyknie.

 

Całośc dopełnili oczywiście - wiecznie słodka Kasia, pięknie odmłodzony Krzyś, świecąca "chyba" pogodynka, stałe punkty polsatowskie Rock&Dowbor&Popielewicz i mało śmieszni Czaruś z Mariuszkiem, którzy zamiast skupić się na rozbawieniu publiczności, wazelinowali na temat nowego filmu naszego twardziela. Chyba był jeszcze Kammel? Albo i nie? Nie pamiętam...

 

P.S. A tego kankana to chyba mogli by sobie darować... Nie żebym nie lubiła tych szpagatów i perwersji pośladkowych, ale dziewczyny były tak żenujące i rozstrojone, szkoda było patrzeć. No tak, gibkość i skąpy strój nie idą w parze z mrozem...

 

P.S. II W trakcie trzeciej piosenki "gwiazdy" wyszłam, nalałam wody do wanny, zabrałam wino i rozpływałam się słuchając Kasi Groniec.

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 748 322  

Lubię to

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Galerie

O moim bloogu

1 na 150 dzieci rodzi sie z objawami autyzmu, autyzmem, ASD. I moje jest tym wybranym... Autystyczna mama - brzmi dumnie? Dlaczego nie... Zwłaszcza jeśli walczy z chorobą :)

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1748322
Wpisy
  • liczba: 355
  • komentarze: 3227
Bloog istnieje od: 2774 dni

Autyzm newsletter